A Hundred Years of Solitude

W tym punkcie, niecierpliwie pragnąc poznać swoje własne pochodzenie, przerzucił kartki. Wtedy zerwał się wiatr, ciepły i pełen głosów przeszłości, szeptów dawnych pelargonii i westchnień, rozczarowań daw­niejszych niż najbardziej uparte tęsknoty. Nie zauważył, bo w tej chwili odkrywał pierwsze zalążki swojego istnienia we frywolnym dziadku lekkomyślnie wędrującym przez złudną pustynię w poszukiwaniu pięknej kobiety, której nie dał szczęścia. Aureliano poznał go i śledząc ukryte ścieżki jego potomków znalazł moment, w którym sam został poczęty o zmierzchu, pośród skorpionów i żółtych motyli w łazience, gdzie prosty robotnik sycił swoją żądzę z kobietą, której uległość zrodziła się z buntu. Był tak pochłonięty lekturą, że nie czuł także drugiego podmuchu wiatru, którego cykloniczna siła wyłamała z zawiasów drzwi i okna, zerwała dach z ganku od strony wschodniej i wstrząsnęła fundamentami. Wtedy dopiero odkrył, że Amaranta Urszula nie była jego siostrą, ale jego ciotką, i że Francis Drakę napadł na miasto Riohacha tylko po to, żeby oni mogli szukać się wzajemnie po najbardziej zawiłych labiryntach krwi, aż do spłodzenia mitolo­gicznego zwierzęcia, które miało położyć kres rodowi. Macondo było już wirującym słupem kurzawy i gruzu, miotanym furią biblijnego huraganu, kiedy Aureliano przerzucił jedena­ście stronic, by nie tracić czasu na fakty zbyt dobrze mu znane, i zaczął odczytywać moment, który przeżywał obecnie, odcyf­rowując go w miarę przeżywania, widząc samego siebie w trakcie odczytywania ostatniej strony pergaminów, tak jakby to widział w mówiącym zwierciadle. I znów przeskoczył kilka wierszy, by wyprzedzić przepowiednię i sprawdzić datę i okoliczności swojej śmierci. Ale nim doszedł do ostatniego wiersza, zrozumiał już, że nie wyjdzie nigdy z tego pokoju, gdyż powiedziane było, że miasto zwierciadeł (lub zwierciadla­nych miraży) zmiecione będzie przez wiatr i wygnane z pamięci ludzi w chwili, kiedy Aureliano Babilonia skończy odcyfrowy­wać pergaminy, i że wszystko, co w nich spisano, niepowta­rzalne jest od wieków i na wieki, bo plemiona skazane na sto lat samotności nie mają już drugiej szansy na ziemi.

Post a Comment

Your email is never published nor shared. Required fields are marked *