„Hengist wzywa mężczyzn (A.D. 499)” – Jorge Luis Borges

Hengist wzywa mężczyzn.
Pospieszą z piaszczystych rubieży ginących w bezkresie mórz, z zadymionych chat, z jałowych ziem, z głębi wilczych borów, gdzie w niewiadomych ostępach mieszka zło.
Oracze porzucą pługi, a rybacy sieci.
Porzucą swe żony i swe dzieci, bowiem mężczyzna wie, że w jakimkolwiek miejscu nocy znajdzie nowe kobiety, spłodzi nowych synów.
Hengist najemnik wzywa mężczyzn.
Wzywa ich na podbój wyspy, która jeszcze nie nazywa się Anglią.
Pójdą za nim karni i okrutni.
Wiedzą, że zawsze pierwszy był w męskiej walce.
Wiedzą, że gdy raz zaniedbał dzieła zemsty, podano mu nagi miecz i miecz spełnił swą powinność.
Wiosłując, przebędą morza, bez busoli i bez żagla.
Przyniosą miecze i wypukłe tarcze, hełmy zdobne w kły odyńca, magiczne zaklęcia na obfitość plonów, zawiłe kosmogonie, legendy Hunów i Gotów.
Podbiją ziemię, lecz nigdy nie wejdą do opuszczonych przez Rzymian miast, zbyt niepojętych dla umysłu barbarzyńcy.
Hengist wzywa ich na zwycięstwo, na grabież, na znieprawienie ciał, i na zapomnienie.
Hengist wzywa ich – choć o tym nie wie – aby wyrosło najpotężniejsze imperium, aby rozbrzmiała pieśń Szekspira i Whitmana, aby okręty Nelsona zapanowały nad morzami, aby Adam i Ewa, trzymając się za ręce, odeszli w milczeniu z raju, który utracili.
Hengist wzywa ich – choć nigdy się o tym nie dowie – abym ja skreślił te słowa.

Post a Comment

Your email is never published nor shared. Required fields are marked *