Chrysalis (2007)

Stylowe połączenie policyjnego thrillera z science fiction, Chrysalis operuje bardziej na poziomie elementów niż całości. David Hoffman, paryski policjant, w otwierającej scenie filmu traci partnerkę (w sensie policyjnym)/żonę – zabójcą jest niejaki Nikolev, powiązywany z szeregiem zaginionych kobiet. Drugi główny wątek owinięty jest wokół znanej kardiolog, która próbując ratować życie ciężko rannej w wypadku córki, wchodzi w konszachty z Nikolevem. Obydwa wątki spina zainteresowanie służb wywiadowczych oraz nie do końca jasna walka agencji rządowych i policyjnych zaś w centrum filmu znajduje się maszyna do wymazywania/nadpisywania wspomnień. I to właśnie pamięć – niezależnie od bardzo stylowej estetyki bliskiej przyszłości filmu – wydaje się być głównym emblematem filmu.

Jej charakter dla miłośników science fiction nie będzie niczym zaskakującym – ludzkie wspomnienia są tu przedstawione jako digitizowalne a więc i manipulowalne. Fakt, że istnieje tylko jeden prototyp maszyny zdolnej do tego rodzaju operacji umożliwił reżyserowi rezygnację z przedstawienia wpływu tego faktu na społeczeństwo. Utracone i sztucznie nabyte wspomnienia Hoffmana i Eleny, rosyjskiej prostytutki (?), odgrywają kluczową rolę w intrydze – to co nie jest do końca dopowiedziane to implikowane konsekwencje istnienia takiej maszyny. Szefostwo policji i wywiadu wspomina jedynie o potencjalnych użyciach i nadużyciach urzązenia przez terrorystów – w rzeczywistości wynalazek ten mówi coś bardziej fundementalnego o naturze naszego umysłu. W tym sensie Chrysalis wpisuje się w długą trajektorię obrazów zaczynającą się przynajmniej od Bladerunnera. Obrazów, które na dobry i na złe czynią nas programowalnymi – przynajmniej jeśli chodzi o wspomnienia. A to z kolei stawia pod znakiem zapytania prawdziwość i namacalność wszelkiego doświadczenia. Chrysalis nie sugeruje bynajmniej żadnych ontologicznych rewolucji (np, że świat jest wielkim komputerem, w którym zarówno my i jak zawartość naszych umysłów to pod/wy-mienialne zera i jedynki) ale i tak wyraźnie grawituje w kierunku dystopii poprzez tentatywne chociażby podważenie nienaruszalności naszych wspomnień.

Sama fabuła jest epizodyczna i spazmatyczna zaś reżysera nie interesują jakiekolwiek bliższe czy dalsze implikacje wynalazku. (Z drugiej strony pod koniec filmu widz nie ma najmniejszych kłopotów z rekonstrukcją zawiłych polityczno-policyjno-osobistych gier.) Jeśli pominąć wprowadzenie wspomnianego gadżetu scenariusz Chrysalis nie wynosi go też w żaden sposób ponad średnią konwencji. To co zdecydowanie wyróżnia film to konsekwentnie budowana atmosfera pewnego zawieszenia i bezczasowości. Oczywiscie w sensie dosłownym czas akcji upływa a wydarzenia mają swoją sekwencję ale subiektywny czas narracji porusza sie skokami, wiele kauzatywnie nieznaczących sekwencji jest wydłużonych i zwolnionych, zaś sceny walk – głównie wręcz – też pokazane są inaczej niż w większości filmow z tego gatunku. W rezultacie dla osób poszukujących wartkiej akcji bedzie to film raczej lekko nudnawy – ci nastawieni bardziej na estetykę ujęć, grę światłem i “obrazowość” znajdą tu wiele okazji do zatrzymania wzroku.

Post a Comment

Your email is never published nor shared. Required fields are marked *