Cloverfield (2007)

Blair Witch Project (1999) byl jednym z pierwszych filmów które świadomie celebrowały niedoskonałości kamery ręcznej, od której przemysł filmowy próbował uciekać od początku XX wieku. W BWP jednak owa niedoskonałość była jedynie środkiem osiągnięcia większego napięcia. Cloverfield (2007) – tak samo  jak zeszłoroczne Diary of the Dead i [.Rec] – to produkcje czasu zYouTubizowanej wyobraźni. Fabuła i napięcie są w nich oczywiście ważne ale najważniejsza jest owa implikowana autentyczność drżącej ręki, skaczącego obrazu i nagłych przerw. YouTubizacja kina to zresztą nie tylko ułatwienie asymilacji tego co dzieje się na ekranie (cf. Noel Carroll w Filozofii horroru nt. różnic między widzowską identyfikacją a asymilacją) ale i rzekoma próba pokazania że nie tylko wielkie studia i że każdy potrafi. Poczucie to jest oczywiście złudne – o ile Blair Witch Project przy budżecie kilkunastu tysięcy dolarów był autentyczny. Listy płac tych nowszych  skutecznie demontują to złudzenie.

Charakterystyczne, iż wszystko cztery wyżej wymienione to w taki czy inny sposób horrory. Teza robocza: kino science fiction dokonuje mediacji/zapośredniczenia narracji przy pomocy tzw. “cyborg vision” (Terminator, Robocop). Horror polega na kamerze ręcznej jako bardziej osobistej a jednocześnie odzwierciedlającej stan psychiczny i somatyczny operatora – najczęściej przerażonego (-żonej), niesystematycznego, drżącego.

Jeśli poważnie traktować osadzenie Cloverfield jako amatorskiego dokumentu na ręcznej kamerze (jak wiele amatorskich kamer domowych ma noktowizję?] to potwór/potwory musiały być pokonane. Dwójka bohaterów która dotrwała do końca ginie w nalocie dywanowym na Manhattan. Jedynym wytłumaczeniem dlaczego wojsko jest obecnie w posiadaniu takiego “dokumentu” z małej kamery wyciągniętej spod gruzów całego Manhattanu jest pokonanie monstrum i powolne oczyszczanie a potem odbudowa NYC.

Post a Comment

Your email is never published nor shared. Required fields are marked *