The Mutant Chronicles (2008)

Bardzo dziwny i nieoczekiwany film. Słowo “mutant” w tytule nie zwiastuje zbyt dobrze, fabuła jest generalnie bezsensowna, logicznie poszatkowana i pozlepiana z cytatów z filmów i powieści science fiction. W dużym skrócie – jest rok 2707, grupa śmiałków musi ratować świat przed zalewem mutantów o prawej ręce zamienionej w kościste ostrze produkowanych przez maszynę, która spadła na Ziemię w 23 wieku, została pokonana przez zjednoczone siły ludzkości ale reaktywowała się podczas wojen pomiędzy czterema globalnymi korporacjami (jedna z nich nazywa się Bauhaus a inna Capital). Mutanty są na dobrej drodze aby wytrzebić ludzkość. Ostatnią szansą jest drużyna straceńców.

Brzmi jak mieszanina pomiędzy Parszywą dwunastką, grą Gears of War i Kronikami Riddicka, ale graficzna strona TOTALNIE ratuje tytuł. Oryginalna mieszanina estetyk steampunka i post-apokalipsy jest zadziwiająco spójna, efekty specjalnie zdecydowanie odbiegają od standardu zaś całość ma wyjątkowy wygląd. Po obrzeżach filmu przemykają również motywy zbawiciela i końca dni kulminujące w scenie, w której duchowy lider wyprawy w miedzyczasie zamieniony w mutanta staje się kanałem (dosłownie) dla klucza odpalającego rakietę – ale nie tą na koniec świata ale na jego ratunek. Dodatkowym plusem konfundującym łatwe klasyfikacje jest obecność takich aktorów jak John Malkovich, Ron Perlman, Devon Aoki (Miho z Sin City) czy Sean Pertwee (m.in. Father z Equilibrium).

Zdecydowanie godne obejrzenia pomimo narracyjnej lobotomii.

Post a Comment

Your email is never published nor shared. Required fields are marked *