Home of the Brave (2007)

Worek z filmami o Iraku wydaje się nie mieć dna. Nie licząc starszego Jarhead w ciągu ostatnich kilku tygodni widziałem kolejno In the Valley of Elah, Stop-Loss (w którym współ-firmująca plakietka MTV zadziwiająco nie oznacza spapkowienia opowieści)i teraz Home of the Brave. Telewizja i gazety serwują nam oczywiście wszelkiego rodzaju relacje, którym daleko od optymizmu ale krótkie klipy w CNN czy TVN nie dają pojęcia jakim piekłem wydaje się ta cała impreza. Hollywoodzkie kino rzecz jasna do raportowania stworzone nie jest ale przynajmniej raz obrazy typu wymienionych wyżej uzmysławiają okrucieństwo a jednocześnie codzienność wojny. A to potrzebne, szczególnie w Polsce rozdartej między biegunami opowieści o II wojnie światowej i bohaterskimi legendami brakuje narzędzi wyobrażenia sobie codzienności wojny (w której w dodatku my sami partycypujemy).

Tak naprawdę żaden z wymienionych poza Jarheadem (ale też jego ton nieco odbiega od nowszych tytułów) nie skupia się na samych działaniach wojskowych (chociaż te które są obecne pokazują wystarczające szokery ran i śmierci). To co interesuje ich twórców to rzeczywistośc PO powrocie – Home of the Brave w największym stopniu skupia się na codzienności nieprzystosowania się weteranów (w Stop-Loss w centrum jest powrót na drugą turę a w Valley – zabójstwo i śledztwo). Trójka bohaterów o różnych pozycjach w samej wojnie (kobieta która straciła prawą dłoń, mężczyzna który stracił przyjaciela i lekarz który osobowo nie stracił nikogo a jednocześnie stracił wszystkich, których ratował, opatrywał i operował) nie oferuje żadnych fajerwerków ale to chyba właśnie niespieszne tempo uzmysławia że przeżycie frontu jest najmniejszym problemem.

Post a Comment

Your email is never published nor shared. Required fields are marked *