Kanalia, kanalia, kanalia – Adam Michnik

Przed naszymi oczami wciąż przewija się defilada skorumpowanych hipokrytów, spuchłokarkich przekręciarzy, sprzedajnych deputowanych. Codzienna nikczemność, nadęte kłamstwo i podła intryga – czują się znakomicie.

W naszym świecie nie ma dziś wielkiej idei Wolności, Równości i Braterstwa. Nie ma też wśród nas Napoleona i jego obietnicy wielkiej chwały. Nie wierzymy już w mężów opatrznościowych. Zostaliśmy też skutecznie wyleczeni z wiary w ład absolutnej sprawiedliwości. Ale to nie oznacza zgody na powszechne draństwo i absolutną niesprawiedliwość. Przecież Julian Sorel wciąż znosi upokorzenia, wciąż rośnie w jego sercu uraza, zawiść i nienawiść do świata beneficjentów – do naszego świata. Czy powtarza wciąż: kanalia, kanalia, kanalia? Czy marzy o gilotynie i odwecie? Czy też czeka na jakiś znak nadziei?

A może oczekuje, że znajdzie się jakiś Lafayette, który nie kradł i nie ścinał głów; który bywał z tego powodu o krok od śmieszności, ale zawsze z dala od podłości?

(Gazeta Wyborcza, 14-15 maja 2005)

Post a Comment

Your email is never published nor shared. Required fields are marked *